Bieżnia TRX5500 – test i opinia długodystansowa
Podążając za światowym trendem, Xterra w nowych produktach stara się wprowadzać nowe technologie elektroniczne, jednocześnie zostawiając stare systemy mechaniczne. Czy to się udało?
Dla kogo jest TRX5500?
Bieżnia Xterra kierowana jest do użytkowników o wadze do 130 kg i wzroście do 2 m, z wszechstronnym przeznaczeniem biegowo marszowym. Bez ograniczeń czasowych, czyli do ćwiczenia często i długo, porównywalnie ze Spiritem XT285. Zdecydowanie dla kogoś kto szuka w sprzęcie elementów rozrywkowych, nowinek technologicznych, ekranu z multimediami.
Komu nie polecam – zanim kupisz
Jeśli szukacie sprzętu ładnego, wykonanego estetycznie, lubicie design, to ta bieżnia zdecydowanie nie jest dla was. Wygląd jest toporny, trochę przypadkowy.
Montaż i pierwsze wrażenia
Konstrukcja ramy jest na poziomie znanych bieżni Xterra. Profile stalowe pospawane poprawnie, malowanie proszkowe zadowalające. Montaż trwa ok. 1 godziny. Wszystko dobrze pasuje do siebie, składanie jest proste, na poziomie szafki z Ikei. Wszystkie narzędzia są w zestawie.
Jakość wykonania poszczególnych elementów jest poprawna. Elementy plastikowe wyglądają przeciętnie, mają matową fakturę, są neutralne w dotyku. Widać że na plastikach trochę zaoszczędzono a zaoszczędzone pieniądze spożytkowano na panel dotykowy i jego oprogramowanie.
Warunki domowe – blok, małe mieszkanie, hałas
Spodziewałem się komfortu na poziomie Spirita i niestety się przeliczyłem. Po kilku miesiącach, mój egzemplarz zaczął poskrzypywać w trudnym do ustalenia punkcie. Nie jest to odosobniony wypadek, bo prowadzę serwis marki Xterra i znam te urządzenia dobrze. Niestety model TRX5500 nie należy do najcichszych ani najsolidniejszych.
Konsola
Konsola jest przyjemna w obsłudze. Ma duże, wyjmowane kieszenie na napoje, półkę na tablet, głośniki, wejście minijack, USB i wentylator. Jej centralną i najważniejszą część stanowi ekran dotykowy – największa innowacja i punkt charakterystyczny tej bieżni. Wyświetlacz jest czytelny, ma kulturalny design, obsługa intuicyjna. Łączy się z urządzeniami zewnętrznymi przez bluetooth i wifi. Ma zainstalowane popularne aplikacje – Netflix, Youtube, Garmin i inne. Głośniki działają przeciętnie, ale głośniej niż te wbudowane w smartfon. Do wybitnego kina wolał bym telewizor, ale filmy treningowe da się tu obejrzeć bez problemu.
Istnieje też klonowanie ekranu telefonu na wyświetlacz bieżni, ale działa to umiarkowanie dobrze.
Bieżnia wyposażona jest w dużą ilość programów treningowych z możliwością modyfikacji i zapisywania własnych. Co ważne, wyniki treningów automatycznie zapisują się na profilach użytkowników – tworzy to zapis historii progresu treningowego, bardzo przydatna sprawa. Profile można stworzyć dla kilku użytkowników. Jest też kod pin zabezpieczający sprzęt przed dziećmi.
Po miesiącu użytkowania ze wszystkich opcji interaktywnych najbardziej doceniłem właśnie automatyczny zapis wyników. Dawniej po każdym treningu robiłem zdjęcie konsoli. Teraz nie muszę.
Bieganie
Sprawdzanie wszystkich opcji konsoli zmęczyło mnie bardziej niż sam trening. Na szczęście bieganie na TRX5500 jest normalne, bez udziwnień. Silnik mocny, pracuje płynnie, pokład długi, szeroki i dobrze zamortyzowany. Daje to pozytywne wrażenia z biegu i zachęca do częstych treningów. Bieżnia pracowała relatywnie cicho przez kilka miesięcy. Pokład fabrycznie nasmarowany i dobrze wycentrowany – nie musiałem nic poprawiać. Wszystko co ma działać – działa.
Prędkość i kąt nachylenia zmieniamy z panelu dotykowego, przyciskami pod ekranem lub przyciskami w poręczach bocznych. Przyciski duże, łatwo w nie trafić, działają poprawnie.
3 ciekawostki konstrukcyjne które zauważyłem od razu:
Cena 6200 zł. Dostajemy za to średniej klasy bieżnię wykonaną trochę poniżej jakości Spirita XT385, z wyświetlaczem znacznie przewyższającym jakość wyświetlacza XT385. Ja do treningu używam audiobooków z telefonu, ewentualnie filmów na laptopie – rozbudowany wyświetlacz nie jest dla mnie dużym benefitem. Ale zakładam że niektórzy chętnie skorzystają z tych opcji.
Co wyszło po czasie – dane serwisowe
To co piszę poniżej nie pochodzi tylko z mojego użytkowania. Prowadzę serwis bieżni i mam dane od wielu użytkowników tego modelu.
Obraz jest dość jednoznaczny.
Usterki są znacznie częstsze niż zbliżonych sprzętach marki Spirit. Najczęstszy problem to stukanie i skrzypienie w miejscach trudnych do zlokalizowania. Mechanicy spędzali przy każdym takim egzemplarzu wiele godzin próbując ustalić źródło dźwięku. Koszt dla klienta to głównie robocizna – a tej było dużo.
Drugi problem to konsole. Kilka sztuk wygenerowało usterki elektroniczne, których nie dało się naprawić częściowo – wymagały wymiany całej konsoli. Klienci nie ponieśli kosztów bo naprawy odbywały się w ramach gwarancji, ale wymiana konsoli po gwarancji będzie kosztem na ponad 1000 zł.
Podsumowanie
TRX5500 jest żywym dowodem na to, że dobra konsola nie zastąpi dobrej mechaniki. Na papierze wszystko się zgadza – parametry poprawne, nawet bardzo, wygląd akceptowalny, wyświetlacz lepszy niż u konkurencji. Ale finalnie projekt był trochę tańszy i całość sprawuje się słabiej niż się spodziewałem. Nie da się "przewidzieć" awaryjności po danych technicznych. Xterra postawiła na elektronikę i zostawiła mechanikę bez odpowiedniego dopracowania. Rezultat jest taki, że bieżnia ma sens w folderze reklamowym i przez pierwsze tygodnie użytkowania, a potem zaczyna dawać znać o sobie w sposób upierdliwy i zniechęcający.
Aktualnie tej bieżni nie polecam. Jeśli szukacie sprzętu w podobnej cenie, zostańcie przy sprawdzonych systemach marki Spirit – XT285 lub XT385. Drożej, mniej gadżetów, ale mechanika dopracowana przez dekady i serwis który działa bez niespodzianek. Na bieżni spędza się lata, nie miesiące. Warto o tym pamiętać przy zakupie.
