To luźny dział, pisany trochę przy piwie. Nie ma tu typowych porad zakupowych ani rankingów. Niektóre rzeczy po prostu chodzą mi po głowie, dopóki ich nie zapiszę.
Zanim zacząłem wypożyczanie i handel sprzętem fitness, byłem sportowcem amatorem i bieżnie znałem głównie z klubów fitness. Większość moich rozgrzewek na siłowni zaczynałem właśnie na bieżni.
Komercyjny sprzęt w klubach ma się jednak nijak do sprzętu domowego. Dopiero kiedy kupujesz własną bieżnię okazuje się, że wszystko trzeba samemu czyścić, serwisować i czasem naprawiać.
Moja pierwsza bieżnia to był Axer Trekk. 2 konie mocy – w zasadzie była to jedyna informacja techniczna, którą wtedy brałem pod uwagę i wydawało mi się, że to w zupełności wystarczy.
Bieżnie zostały kupione na imprezę sportową, gdzie mieliśmy je wynajmować uczestnikom. Znajomy przedstawiciel handlowy zapewniał, że cztery Treki to świetna inwestycja i idealny sprzęt do wypożyczania.
Impreza się udała, ale po jej zakończeniu okazało się, że mamy cztery bieżnie wymagające remontu. Silniki były zatarte, a w Axerze nie było dostępnych części zamiennych. Próby regeneracji niewiele dały – bieżnie już nigdy nie działały dobrze.
Wtedy zrozumiałem pierwszą ważną rzecz: tanie bieżnie bardzo szybko pokazują swoją prawdziwą jakość.
Po tej historii uznaliśmy, że trzeba kupować lepszy sprzęt i do najtańszych maszyn już nie wracaliśmy. Niestety nie od razu zrozumiałem drugą ważną rzecz – bieżnia wymaga regularnego serwisu.
W przeciwieństwie do orbitreka bieżnia musi być regularnie czyszczona i smarowana. Najważniejsze jest:
Zaniedbana bieżnia potrafi zniszczyć się bardzo szybko.
Jednego z Treków używałem nawet do przygotowań do Maratonu Warszawskiego. W trakcie jednego z treningów bieżnia po prostu padła i niedługo później trafiła na złom.
Serwis Axera nie był w stanie pomóc z Trekkiem, ale zaproponował zniżkę na wyższy model – Runner.
Te bieżnie sprawdzały się już znacznie lepiej. Z tego co wiem egzemplarze z roku 2014 pracowały nawet do około 2020 roku. Nie były idealne – potrafiły skrzypieć i czasem się zacinały – ale do chodzenia pod górkę wielu użytkowników było z nich zadowolonych.
Około 2015 roku pojawiła się też tańsza alternatywa – bieżnie marki Sportop. Był to moment, kiedy chińskie fabryki produkowały jeszcze sprzęt stosunkowo tani, ale nadal solidny.
Sportop w tamtym czasie mógł konkurować trwałością z markami takimi jak York czy Kettler przy znacznie niższej cenie. Ten okres jednak nie trwał długo.
Prawdziwa zmiana przyszła dopiero wtedy, kiedy odkryłem bieżnie marki Spirit. To był moment, który zupełnie zmienił moje spojrzenie na sprzęt biegowy.
Od tamtej pory przez mój dom i testy przewinęło się jeszcze kilkadziesiąt różnych bieżni.
Były wśród nich między innymi:
Od czasu Spirita XT385 przez mój dom przewinęło się jeszcze kilkadziesiąt bieżni różnych marek. Po latach sprzedaży, testów, zwykłego używania na pewno wiem jedno. Nie da się ocenić bieżni po danych technicznych, wyglądzie czy kilkutygodniowych testach jednego egzemplarza. Możemy trafić na mniej lub bardziej udane sztuki lub nawet całe partie sprzętu. Realne doświadczenie dał mi handel i serwis. Trzeba było 1000 bieżni sprzedać i wziąć za nie odpowiedzialność. Dostać 200 reklamacji. Zrobić 150 serwisów, spojżeć w oczy klientom i wywiązać się z obietnic. I z tymi doświadczeniami wachlarz polecanych przeze mnie urządzeń drastycznie się zmniejszył a ja nauczyłem się tego że:
Dlatego dzisiaj dużo bardziej niż katalogom producentów ufam własnemu doświadczeniu.
Jeśli szukasz konkretnych porad dotyczących wyboru bieżni, zobacz też:
