Ujmując wprost, bieżnia elektryczna Spirit XT485 ENT to XT385 z dołożoną konsolą tabletową za którą dopłacacie 2000 zł.
Z informacji producenta i sprzedawców wynika, że konsola ENT daje przede wszystkim:
W praktyce, wszystko faktycznie działa
ALE
w moich treningach, nic z tego się nie przydało. Może poza muzyczką puszczaną z Youtuba.
Integracje, aplikacje treningowe i rozrywkowe są na tyle słabe, że nie zachęciły mnie do regularnego z nich korzystania. I odpowiadając na odwieczne pytanie "starych ludzi":
A NA CO TO KOMU?
Odpowiadam, nie wiem, mam lepsze pomysły na zagospodarowanie tych 2000 zł, które się tu dopłaca w stosunku do XT385.
Te aplikacje treningowe, widoczki ładnych lokalizacji i wykresy są interesujące za pierwszym razem ale ponowne ich użycia są już powtarzalne i nudne.
Konsola działa płynnie, nie zamula, nie tnie się, wygląda estetycznie.
Pytanie brzmi, czy to naprawdę jest przewaga, której potrzebujesz.
Bo dla mnie niekoniecznie. Taki ekran siedzi poniżej linii wzroku, więc przy dłuższym oglądaniu łatwo zacząć się garbić. Osobny tablet na statywie albo zwykły telewizor na ścianie często rozwiązują ten problem lepiej. Do tego dochodzi klasyczny kłopot współczesnej elektroniki: aktualizacje aplikacji, aktualizacje systemu, poprawki zgodności, czasem bugi. I właśnie dlatego taka konsola może być bardziej efektowna niż praktyczna.
Gdybym miał wybrać bieżnię nieskładaną, wybrałbym Spirita XT685, bo to mój ulubiony model w cenie ok 10 000zł.
Natomiast gdybym miał wybrać bieżnię składaną do domu, bez zastanowienia postawiłbym na Spirita XT385.
Dlaczego? Bo to jest dokładnie ten typ sprzętu, którego ja potrzebuję. Sprawdzony od wielu lat, mocny, wygodny, przewidywalny, na bardzo dobrej gwarancji i bez zbędnych dodatków. XT385 daje wszystko, czego do domowego treningu naprawdę potrzeba, bez dokładania kolejnego ekranu.
Kupując XT385, oszczędzasz ponad 2000 zł względem XT485 ENT. I to jest różnica na tyle duża, że nie da się jej zbyć wzruszeniem ramion. Tu naprawdę trzeba sobie odpowiedzieć, czy chcesz dopłacić tyle pieniędzy do konsoli, która w praktyce dla wielu osób będzie raczej gadżetem niż realną przewagą.
Jeśli ktoś mówi wprost: „nie, ja właśnie chcę duży ekran i interaktywną konsolę”, wtedy sensowną alternatywą może być Horizon Tread-XP.
Horizon vs Spirit Fitness.
To jest model dużo mocniej zbudowany wokół idei ekranu. Ma większy, bardziej efektowny panel i wyraźnie bardziej multimedialny charakter niż Spirit ENT. Pod kątem samego doświadczenia ekranowego Horizon wygląda po prostu nowocześniej i odważniej.
Tyle że dopłata jest bolesna. Horizon Tread-XP kosztuje dziś około 14 000 zł, czyli 40% więcej od Spirita. To już jest poważna różnica. I właśnie dlatego ten model ma sens tylko dla kogoś, kto naprawdę bardzo chce tej konsoli.
Tu Spirit nadal ma bardzo mocny argument. W Polsce ten model jest objęty pakietem: 3 lata z dojazdem serwisu, 5 lat na części i ramę oraz 10 lat dostępności części. To jest bardzo konkretny, praktyczny atut i dla wielu osób ważniejszy niż sama warstwa multimedialna.
Do tego dochodzi jeszcze jedna rzecz: Spirit ma renomę marki, która od lat robi solidne sprzęty cardio bez zbędnych fajerwerków. I właśnie dlatego XT485 ENT jest trochę nietypowy. Bo to nadal Spirit, ale taki który próbuje być "cool" i wychodzi mu to jak Twojemu ojcu próba kumplowania się z Twoimi kolegami z liceum.
Spirit XT485 ENT to bardzo dobra bieżnia, w której dopłacamy do rzeczy, które są moim zdaniem zbędne.
Jeśli chcesz dużego ekranu, aplikacji i bardziej nowoczesnej obsługi, ten model ma sens.
Jeśli jednak patrzysz na sprzęt bardziej praktycznie, to trudno nie dojść do prostego wniosku:
XT485 ENT to w dużej mierze XT385 z dołożonym tabletem.
Najważniejsza część recenzji bieżni Spirit Fitness XT485ENT, czyli co zrobić z zaoszczędzonymi dwoma tysiakami?
Jeśli szukacie w treningu, poza wysiłkiem fizycznym, odrobiny eskapizmu i oderwania od szarej rzeczywistości to za 2000 zł macie 5 lat abonamentu na Storytelu portalu z wyśmienitą literaturą na
audio. "Cudze Słowa" Wita Szostaka towarzyszyły mi przy "wchodzeniu pod górkę" wiele godzin i spodobały się na tyle że przesłuchałem tą książkę 2 razy. I kupiłem wersję papierową. I nadal nie
jestem pewien co tam się tak na prawdę wydarzyło. Obsada w wersji audio jest topowa - Opania, Ferency, Bonaszewski... Taki trening czy spacer jest wysiłkiem i nagrodą jednocześnie. Dzięki
audiobookom nie mogę się doczekać kolejnej sesji treningowej i dzięki audiobookom udało mi się konsekwentnie, przez wiele lat regularnie ćwiczyć. I to jest dla mnie prawdziwa imersja w
interesujący świat a nie kolejny gniot na Netflixie, bardziej płaski niż ten ekran o którym wspomniałem i tak zbyt wiele razy.
