Historia Orbitrekguru

Jeśli dokopaliście się do tego miejsca, którego prawie nikt nie odwiedza, to już pewnie wiecie, czym się zajmuję, jak to robię i jedyne, czego możecie się tutaj dowiedzieć, to po co to wszystko robię i jak się zaczęło.

 

Uwaga!!!

Zawiera przydługie, nudne opisy i przemyślenia autora, samozwańczego guru, który wszystko wie najlepiej. Stosować jako środek nasenny, w małych dawkach.

 

Zaczęło się od tego, że po powrocie z zarobkowej emigracji, w 2011r. kolega powiedział mi, że ma następujący pomysł na biznes. Ma 4 orbitreki Spokey Sigma, które wypożycza bogatym warszawiakom po 60zł miesięcznie i potrzebuje wspólnika do obsługiwania tego jakże intratnego biznesu. Tak narodziła się wypożyczalnia Orbisfera, w której byłem wspólnikiem do Lipca 2016r.

Inspiracją dla nazwy firmy był windsurfingowy sklep Hydrosfera, który z tego co wiem, ciągle działa. O windsurfingu - jednej z moich życiowych pasji, będę jeszcze wspominał, ale wtajemniczeni w ten sport już się pewnie domyślają, skąd wzięło się Guru w tytule mojego bloga ;).

Przez kilka lat, Orbisfera działała prężnie, a ja miałem ambicje na zrobienie czegoś większego. W międzyczasie kupowałem wszystkie możliwe maszyny fitness, które miałem ochotę przetestować. Jeśli kupując coś nowego dla siebie macie poczucie nowej przygody i sprawiania sobie prezentu, to tak się czułem każdorazowo kupując nowy orbitrek. Niby na potrzeby wypożyczalni, ale to zawsze ja wyciągałem go z pudełka, montowałem i byłem pierwszym testerem, który go używał. Czułem się jak pilot oblatywacz za sterami supertajnego myśliwca. Było super. Miało to oczywiście swoje minusy, bo każdy orbitrek jaki miałem w wypożyczalni był z innej parafii i kupując po jednej sztuce z każdej firmy nie dostawałem żadnych zniżek. Każdy orbitrek miał też swój "smaczek", wady, zalety oraz podatność na usterki, o których bardzo szybko się przekonałem. Dużo sprzętu kupowałem z drugiej ręki, bo na nowy nie zawsze było mnie stać. W dużej mierze stąd wziął się mój sentyment do używanych orbitreków. Moje najlepsze eliptyczne zakupy, to używki. Perełki niedocenione przez poprzednich właścicieli. Tak zakupiłem swojego pierwszego dobrego orbitreka - Thorna 806. Jego recenzja jest w dziale testy, a dziś podsumuję go tak. Był to pierwszy dobry orbitrek jaki zakupiłem na potrzeby wypożyczalni w 2011r. Z końcem Lipca 2016r. sprzedałem cały asortyment wypożyczalni, firmie Orbiqa na której wyposażeniu znajduje się działający Thorn 806.

 

Rok 2012 przywitał mnie serią pomysłów na życie, z których postanowiłem wybrać ten najgłupszy i będąc świeżo po kursie instruktora sportów siłowych otworzyłem sklep z suplementami dla sportowców. Od tamtej pory nie zażywam supli, a sklep, w którym nic się nie działo sprawiał, że miałem bardzo dużo czasu na pracę przy komputerze. Trochę z nudów, trochę z frustracji postanowiłem skupić się na pozytywach i jednej rzeczy, na której uważałem, że całkiem nieźle się znam. Narodziła się strona Orbitrekguru.pl.

Ned Stark widniał w nagłówku orbitrekguru.pl przez prawie rok. Ja, jak szalony pisałem dzień i noc wszystko, co wiedziałem o maszynach. To nie było forum, ani nawet blog. Bardziej baza wiedzy, skupiająca się na najważniejszym dla mnie temacie - które orbitreki się nie psują i które z nich można kupić za rozsądną kasę. Po kilku miesiącach zaczęły napływać mejle. Na początku proste pytania, że coś się zepsuło i jak to naprawić, albo co wybrać i gdzie kupić. Pamiętam, że wtedy moim konikiem był York x202 z promocji GoSportu i Nordic Track 4.0 z Decathlonu (obecnie nie polecam żadnego z nich).

 

Gdy x202 wycofano ze sprzedaży, a wszystkie moje NT4.0 się zepsuły odkryłem sprzęt marki Sportop. W międzyczasie oczywiście na maszynach różnych firm zjadłem beczkę soli, ale ze Sportopem polubiliśmy się od razu i na długo, bo sprzęt był tani, dobry i wygodny w noszeniu, dzięki czemu dobrze nadawał się do wypożyczania. Tak uczyłem się o maszynach bez przerwy, bo trzeba było je konserwować, naprawiać, kupować i nie wiem, co miałem w głowie, że nie przyszło mi do głowy, by je sprzedawać. I nigdy bym tego nie wymyślił, gdyby nie kolejny człowiek piszący coś w stylu "ja chcę ten orbitrek kupić od Pana". Tak zarobiłem swoje pierwsze 50zł na Yorku x202, kupionym w GoSporcie i odsprzedanym czytelnikowi mojego bloga. To było dla mnie objawienie. Wcześniej odsyłałem wszystkich do różnych sklepów, bo byłem zawsze na bieżąco z promocjami, a teraz mogłem zarobić na tym sam. Czułem się, jak bym rozszczepił atom gołymi rękoma. Nigdy w życiu, nie myślałem o tym, że handel to kupowanie i odsprzedawanie drożej. Po prostu. Wcześniej, na pieniądze musiałem ciężko pracować, wyrabiać godziny, a tu nagle okazało się, że można iść do sklepu, kupić i sprzedać przez internet. Szybko zwiększyłem swoją marżę, a zadowolonych klientów było coraz więcej. 

 

Moja życiowa partnerka raz na jakiś czas, w trudniejszych chwilach, przypomina mi dzień założenia strony o orbitrekach. Kiedy po przyjściu z pracy zapytała, czy byli jacyś klienci po spule (prowadziłem sklep z suplementami dla sportowców), a ja ze smutkiem odpowiedziałem, że nie, ale za to zacząłem robić coś, co na prawdę mi się podoba i może kiedyś coś dobrego z tego będzie. W tamtych, nie tak odległych czasach blog był odskocznią od codziennych stresów. Poza tym jestem z natury gadaczem i jak coś wiem, to lubię się tym chwalić, a jak się nakręcę, to zaczynam się zachowywać jak, amerykański kaznodzieja, który z ogromną pasją wygłasza to, w co wierzy.

Obecnie orbitrekguru.com jest największym blogiem/forum na temat jakichkolwiek maszyn sportowych w Polsce i najprawdopodobniej na Świecie. Praca nad nim do 2017r. pochłonęła ponad szczęśliwych 10 000 godzin.

 

Jeśli zastanawiacie się, co się stało ze sklepem z suplementami, to to przedsięwzięcie padło. Nie bardzo wierzyłem w suple, studiowałem na AWF, jestem instruktorem sportów siłowych itd. Każdy, kto trochę zna biologię i fizjologię wie, że suplementy diety raczej nie działają. Na studiach mieliśmy tylko podstawy odżywiania, suplementacji i wpływu suplementów diety na ciało sportowca, ale przez to ja nie bardzo byłem w stanie sprzedać coś, w co nie wierzyłem. Z resztą zapytajcie jakiegokolwiek szanowanego dietetyka, co myśli na ten temat. Sklep z odżywkami zamknąłem ze stratą finansową i uśmiechem na twarzy.

Odbiegłem od tematu. Handel Yorkiem X202 z GoSportu był świetny, ale trudny, bo do mojego wysłużonego kombiaka wchodziły tylko 2 sztuki na raz, paczki trzymałem w mieszkaniu, a co najgorsze, promocje w GoSporcie się skończyły. Do tej pory mam do Yorka wielki sentyment i uważam model X202 za udany, ale przy braku sprzętu musiałem rozejrzeć się za innym towarem. Moja fascynacja Yorkiem zakończyła się w 2013r, kiedy wyprzedaże się po kończyły. Nie było co sprzedawać, ani nawet co ludziom polecać. Szukałem nowego sprzętu, testowałem i oczywiście bardzo dużo czytałem. W 2013r. mój blog był już znany, ale jeszcze istniał jeden. Ten, z którego sam czerpałem wiedzę i oficjalnie przyznaję, że był moją inspiracją.

 

Inne fora i blogi o orbitrekach.

Obecnie blogowanie o czymkolwiek jest biznesem i jak sami widzicie blog orbitrekowy też może zapewnić człowiekowi godne życie, przy okazji robiąc to, co się lubi. W 2013r taki trend dopiero się zaczynał, o czym nie zdążyło się przekonać największe wtedy forum orbitrekowe - forum.orbitrek.com. Wspominam forum.frbitrek, bo była to bardzo ciekawa inicjatywa. Prawdziwi ludzie wymieniali poglądy, pomagali sobie i mobilizowali się do treningów. Przy okazji można było trochę po czytać o maszynach, kto co ma i co najbardziej opłaca się kupić, gdzie naprawić itd. Stamtąd dowiedziałem się, jakie orbitreki były wtedy najlepsze i wtedy dotarło do mnie coś bardzo ważnego. W ciągu 2 tygodni byłem w stanie przetestować wszystkie polecane orbitreki na forum i wybrać ten najlepszy. Wszyscy użytkownicy forum.orbitrek mieli sprzęt i na nim ćwiczyli, ale mało kto miał do czynienia z więcej niż jedną maszyną w życiu. Ktoś miał 2 orbitreki, a najstarsi wyjadacze ze 3. Wtedy ja już potrafiłem się całkiem rzeczowo wypowiedzieć na temat kilkunastu orbitreków. I wtedy uznałem, że takie forum można zrobić lepiej. Cieszę się, że zdążyłem skorzystać z dobrych rad, które na forum dostałem, bo w krótkim czasie zaczął się tam reklamować sklep Lord4Sport, wciskając wszystkim Finnlo i Hammera i ludzie po prostu przestali to forum odwiedzać.

Patrząc na to z perspektywy czasu, odnoszę wrażenie, że świat nie wymyśla niczego nowego, tylko odgrzewa, albo ulepsza stare pomysły. Wszystko, co piszę na swoim blogu po kilku dniach jest już na innych forach i orbitrekowych blogach, w odrobinę zmienionej formie. Pod moimi obserwacjami podpisują się inni autorzy. Kiedyś bardzo denerwowało mnie to, że inni nawet się nie wysilają i używają tych samych słów, zwrotów, których ja używam. Dlatego zarzuciłem użycie sformułowania "przyzwoita maszyna", które jest obecnie nadużywane przez innego blogera. Teraz już nie zwracam na to uwagi, a nawet cieszę się, że moja praca jest zauważona i doceniona, ale kiedyś miałem wrażenie, że ktoś kradnie nie tylko moją pracę, ale też osobowość. Jeśli kiedyś zdarzy się wam odwiedzić inne blogi, to zrozumiecie o co mi chodzi.

 

Mam świadomość istnienia blogów o orbitrekach, gdzie założyciele mnie w połowie kopiują, a w połowie nienawidzą. Średnio, raz w tygodniu dostaję wiadomość od jakiejś życzliwej osoby z zapytaniem, czy wiem co oni tam o mnie wypisują. Dzięki, domyślam się, co się na innych forach dzieje, ale nie lubię wdawać się w zbędną gadkę. Poza tym mam ciekawsze rzeczy do roboty.

 

Trolowanie

Wspominając inne blogi nie można pominąć tematu trolowania, czyli podszywania się pod innych ludzi, delikatnie polecających konkretny towar.

Dokładniej opisałem to w dziale Ściana Płaczu. Chodzi o to, że sprzedawcy chcą reklamować swoje maszyny zadają pytania, a potem udając innych sami na nie odpowiadają. Do takiej konwersacji dołączają się inni i tak wywiązuje się wyimaginowana dyskusja wychwalająca np. orbitrek Hammer Ex7.


Moja firma i praca

W 2011 roku założyłem firmę wypożyczalnię fitness - Orbisfera. Wypożyczalnia polegała na tym, że wraz z kolegą jeździliśmy po Warszawie wypożyczając sprzęt sportowy, głównie orbitreki. Ja i kolega, mieliśmy dwie, oddzielne, prawnie niezwiązane ze sobą firmy, których działalność reklamowaliśmy na wspólnej stronie internetowej. Nie była to spółka, a raczej współpraca - kooperacja. Każdy z nas miał swoje orbitreki, swoich klientów, ale towar dostarczaliśmy we dwóch i dochody dzieliliśmy na pół. Mogliśmy też w każdej chwili zakończyć współpracę, bez kłótni, bo poza stroną internetową nie mieliśmy żadnych wspólnych środków trwałych. Traktowaliśmy to jak spółkę, bez wspólnego konta bankowego i jak w spółce, pewne rzeczy nas dzieliły a inne łączyły. Pracowitość lub pracoholizm, to trzymało nas razem. Poczucie, że w trudnej sytuacji nie jest się samemu też bardzo pomagało. Ponad to, jako osoby różne, z różnym charakterem, temperamentem i doświadczeniem, uczyliśmy się od siebie nawzajem. Przez długi okres byliśmy też po prostu dobrymi kumplami, którzy lubią razem spędzać czas i wspólna praca była przyjemnością. W ciężkich sytuacjach, miałem wrażenie, że tylko mój wspólnik mnie rozumie a inni są nieświadomi tego, co się w mojej pracy dzieje. Moja rodzina i znajomi, związani z branżą fitness nie wierzyli w powodzenie mojego przedsięwzięcia (za wyjątkiem mojej życiowej partnerki). Wszyscy zgodnie orzekli że to bez sensu. Tata twierdził, że nic z tego nie będzie, kiedy udostępniał mi małą część swojego warsztatu stolarskiego pod magazyn. Teraz, kiedy mam wiele magazynów, bardziej doceniam tamte czasy i polecam bycie w spółce. Razem jest łatwiej. Można się sporo nauczyć, nie tylko od drugiej osoby, ale także poznać samego siebie.

 

Najlepsza rada, którą chciałbym przekazać początkującym przedsiębiorcom:

Wybierz uczciwego, pracowitego wspólnika. Jeśli się zgracie, to 1 + 1 będzie równało się 3.

 

Radzenie sobie w partnerstwie gdy pojawia się kryzys to też cenna umiejętność, której ciągle się uczę. W 2016r. miałem wypożyczalnię, duży sklep fitness, największy na świecie blog o sprzęcie, biegałem w maratonach, zapuściłem brodę i ogoliłem głowę na łyso. I tak jestem łysy, żyletka jest tylko dopełnieniem tego, co genetyka miała dla mnie w planach od zawsze. Gdy mój wspólnik zapuścił brodę, ogolił się i zaczął biegać odebrałem to jako ukłon w moją stronę. Gdy założył blog o orbitrekach znalazłem nowego wspólnika. Rozstaliśmy się bez kłótni i awantury. Posiadanie przez nas dwóch oddzielnych firm sprawiło, że po prostu podaliśmy sobie ręce i każdy poszedł swoją drogą. Byłemu wspólnikowi zostawiłem nazwę firmy i stronę internetową. Zabrałem ze sobą to co miałem w głowie - pomysły i plany na przyszłość. Postawiłem na nowy start. Zmieniłem nazwę firmy na Axxo i tak jak wszystkie nazwy, moich przedsięwzięć, Axxo też nie jest nazwą przypadkową.

 

W latach 2004 - 2011 byłem zarobkowym emigrantem w Wielkiej Brytanii. Życie spędzałem na pracy, sporcie, książkach i filmach ściąganych z internetu. Brytyjski internet, wtedy znacznie szybszy od polskiego pozwalał na szybkie pobieranie filmów których oglądanie pochłonęło znaczną część mojego życia. Filmy były ripowane z płyt DVD, lub CD i w tamtym czasie, przeniesienie filmu, bez strat jakościowych z nośnika do internetu wymagało sporych, niemalże hakerskich umiejętności. Niepodważalnym czempionem tej dziedziny był człowiek, który podpisywał swoją pracę nikiem aXXo. Jest w Wikipedii, możecie o nim po czytać. Dla mnie jest synonimem darmowego dzielenia się dobrą robotą. Jakość jego filmów była najlepsza a on sam nie czerpał z tego żadnych korzyści, poza przyjemnością solidnie wykonanej pracy. CDN