BE06 Sky Walk - test bieżni minimalistycznej.

 

Dystrybutorem marki Sky Walk jest firma Abisal, znana z produktów marki HMS - różnorodny sprzęt różnej jakości. HMS ma rzeczy niskobudżetowe ale ma też perełki jak np. świetne talerze olimpijskie w dobrej cenie, które niczym nie ustępują znacznie droższym produktom bardziej renomowanych marek.

 

Naleśnikowa bieżnia o bezdusznej nazwie BE06 zwróciła moją uwagę już na targach ISPO 2018, z których recenzja jest tutaj. Wtedy wydałem szybki wyrok, stwierdzając, że to beznadziejny pomysł, który na pewno się nie przyjmie. Bieżnie uznałem za beznadziejne, nie wiadomo po co i dla kogo. Jak to się stało, że aktualnie jestem fanem i posiadaczem dwóch bieżni Sky Walk nie będę w szczegółach opisywał, bo pierwszą kupiłem z ciekawości i tak jakoś poszło. Faktem jest, że mam model BE06 oraz BE12 i obydwa uważam za rewelacyjne. Nigdy wcześniej nie miałem 2 bieżni w domu, a to że zajmują one razem mniej miejsca niż wiadro z mopem jest dla mnie niepojęte.

 

Tym razem zacznę od filozofii, konkretnego zamysłu i charakteru tego sprzętu. Filozofia bieżni Sky jest pewną odpowiedzią na pytanie, jak bardzo znamy siebie samych. Czy faktycznie będziemy dużo się ruszać, trenować i jeśli tak, to na jak długo tego entuzjazmu nam wystarczy. Z moich obserwacji wynika, że po 3 miesiącach każdy sprzęt cardio przestaje być używany regularnie. Wtedy staje się zawalidrogą, wieszakiem, a z czasem problemem. Tu z pomocą przychodzi bieżnia tak cienka, że można ją faktycznie schować pod łóżko, lub jak w moim wypadku, za szafę. Absolutnie rozwiązuje to problem miejsca i pod tym względem Sky Walk BE06 nie ma sobie równych. Można ją wsadzić za szafę, lodówkę, materac, pod łóżko lub powiesić na ścianie w miejscu portretu szlachetnego przodka.

Chowanie bieżni nie musi wynikać z lenistwa, może też być skutkiem kontuzji, lepszej pogody i wyjścia w plener albo innych czynników. Fakty są takie, że więcej się bieżni nie używa niż używa i nieużywanie jest tu bardzo praktyczne.

 

Jeśli jednak przypomnimy sobie, do czego ten sprzęt został stworzony i zechcemy po trenować, to jest to zaskakująco proste, praktyczne i nawet przyjemne.

Naleśnikowa bieżnia utrzymana jest w bardzo minimalistycznym stylu. Jakość wykonania jest niezła jak na tak mały i tani sprzęt. Wszystko wygląda czysto i schludnie. Wyświetlacz umiejscowiony przed pasem podaje podstawowe informacje treningowe. Bieżnia nie posiada pulpitu, co trochę utrudnia obsługę. Należy zrobić po pasie kilka kroków, by bieżnię uruchomić, a prędkość kontroluje się przechodząc do przodu lub do tyłu pokładu. Kiedy stoimy z przodu bieżnia się rozpędza, kiedy z tyłu, zwalnia. To bardzo intuicyjne. Ustawienie odpowiedniej prędkości wymaga pewnej wprawy ale jest wykonalne. Przy moich spacerach, praktycznie cały czas utrzymywałem najwyższe możliwe tempo - 6km/h. Jest to żwawy spacer, w sam raz dla osoby spędzającej dużo czasu za biurkiem. W związku z niedużą prędkością, nie potrzebujemy długiego, szerokiego pasa i to co mamy do dyspozycji w zupełności wystarcza. Blat jest miękki, ze sporą amortyzacją, której nie jestem fanem w większych bieżniach, ale przy chodzeniu nie robi to większej różnicy.

 

Ogólnie, użytkowanie oceniam bardzo dobrze, znacznie lepiej niż wstępnie zakładałem. Nie ma tu specjalnych ciekawostek, wchodzi się na bieżnię, idzie się i później schodzi. To tyle odnośnie treningu.

Silnik nie jest zbyt głośny, pozwala na oglądanie TV i słuchanie muzyki. Przed pierwszym użyciem warto przesmarować blat, bo mój egzemplarz miał blat zupełnie suchy i po 30 minutach użytkowania zapach rozgrzanej gumy uderzył w moje nozdrza. Smar silikonowy jest w zestawie.

 

CDN.